perswazje w tym względzie. Że jednak widziałaby chętnie, gdyby więcej przesiadywał w domu, gdyby, słowem, prowadził spokojniejszą egzystencję, co by przede wszystkim miało nader pomyślny wpływ na wątłe zdrowie, tego nieomieszkała zaznaczyć w swych pamiętnikach, w których tak opisała Chopina jako niewolnika salonów:
Był to człowiek światowy, nie tyle lubownik zebrań sztywnych i licznych, ile zgromadzeń poufałych, gdy salon poczyna się wypróżniać, pozostaje osób około dwudziestu, a poufałe grono szczerych wielbicieli artysty otacza go, ażeby gorącymi prośbami wymodlić u niego najświętsze i najczystsze objawy jego natchnienia. Wtedy, lecz wtedy tylko, wydobywał z siebie skarby swego talentu, ukazywał bogactwa swego geniuszu. Wtedy to, pogrążywszy słuchaczów w głębokiej zadumie lub bolesnym smutku (albowiem muzyka jego straszliwym niekiedy zwątpieniem ogarniała duszę, szczególnie gdy improwizował), ni stąd, ni zowąd, jakby chciał zatrzeć wrażenie i wspomnienie tego smutku w sobie i w drugich, zwracał się nieznacznie ku zwierciadłu, przeczesywał i przygarniał włosy, poprawiał krawatę i ukazywał się nagle
— 2 —