Nokturn e-moll posiada już tony, jakich darmo szukalibyśmy w nokturnach Fielda: jest naprawdę rzewny, a miejscami nawet namiętny, posiada zwroty i harmonie, na które by się nigdy nie odważył, ba, które by nigdy nie przyszły na myśl Fieldowi. Zaprzeczyć się nie da, że nokturny tego ostatniego, mające tę zasługę, że stworzyły nowy rodzaj w muzyce fortepianowej, są pomimo wszystkiego, co by się dało powiedzieć na ich korzyść, blade i nikłe, jednostajne w swym bezpłciowym liryzmie, bez cienia dramatyczności. Tymczasem Nokturn e-moll Chopina, tak słaby, jak jest, odznacza się szerokim tchnieniem lirycznym, a ma ustępy pełne dramatycznej siły i patosu, ustępy namiętne i wymowne, w których czuje się duszę płomienną, co nie tylko żalić się, ale i wybuchnąć potrafi. Pod tym względem Chopin już w tym swoim pierwszym Nokturnie o całe niebo prześcignął Fielda; w Nokturnie tym, choć mu wiele zarzucić można, czuje się temperament, i to temperament męski, czego nie można powiedzieć o żadnym z nokturnów Fielda. Toteż ma najzupełniejszą słuszność Niecks, gdy twierdzi, że Chopina jako autora nokturnów żadną miarą nie można uważać za naśladowcę Fielda, pomimo że wpływ tego ostatniego w niektórych nokturnach Chopinowskich nie może
— 59 —
Polecamy: