wszystko, co było najświetniejszego na kuli ziemskiej. Pierwsze miejsce, ale tylko z urzędu, zajmowała wielka opera przy rue Lepelletier, nosząca szumne miano Académie Royale de Musique, której dyrektorem był Veron. Pod jej poważnym sklepieniem święcił ciągłe triumfy Robert Diabeł, którego niezrównany wykonawca, Adolf Nourrit, król francuskich śpiewaków, był też i najświetniejszą gwiazdą na śpiewaczym firmamencie tego oficjalnego przybytku Polihymnii. Swoją drogą i inne gwiazdy należące do stałego składu wielkiej opery, takie na przykład, jak znakomity Levasseur lub słynna Damoreau-Cinti, świeciły pierwszorzędnym blaskiem. Mimo to prym trzymała opera włoska pod dyrekcją Rossiniego, w której słuchało się takich śpiewaków, jak Rubini, Lablache, i takich śpiewaczek jak Malibran, Pasta, Schröder-Devrient, Casadory. Była to pierwsza opera pod słońcem. W innym rodzaju, ale na bardzo wysokim poziomie artystycznym, była Opéra Comique pod dyrekcją Feydeau, w której przy wtórze doskonałej orkiestry popisywali się śpiewacy tej miary, co tenor Chollet, lub panie Casimir i Prévost. O tych przybytkach muzyki operowej, z wyjątkiem Théâtre des Italiens, krążyły różne złośliwe bons mots, podkopujące ich dobrą
— 3 —