Czartoryskich, uchodził za "arystokratyczny", w przeciwieństwie do drugiego podobnego cercle'u, bezwzględnie demokratycznego. Chopin, opłacający składkę jako "członek stały", o ile rzadko bywał w klubie w ciągu dnia, o tyle często brał udział w różnych specjalnie urządzanych zebraniach wieczornych, na których po wspólnej składkowej wieczerzy, po skończonych toastach najczęściej zasiadał do fortepianu, grając na narodową nutę, czym zwykle aż do łez rozrzewniał całe zgromadzenie ziomków. Albowiem wszyscy oni byli stęsknieni za ojczyzną, nie wiedząc, czy ją ujrzą kiedy jeszcze.
V
Chopin również w najwyższym stopniu był dotknięty nostalgią, tęskniąc nie tylko za krajem w ogóle, za Warszawą, za domem, ale i za jedną istotą w szczególności, o której marzył ciągle, której obraz wciąż mu stał przed oczyma duszy, a którą był oczywiście nie kto inny, tylko Konstancja Gładkowska. Zrazu po przyjeździe do Paryża korespondował z nią, ale niebawem zaniechał tej korespondencji, ponieważ Konstancja
— 108 —