W podobny sposób upłynął Chopinowi w uroczym Marienbadzie cały miesiąc sierpień. Może nigdy jeszcze nie czuł się tak szczęśliwy, tak zadowolony z życia, tak pełny wiary w swą szczęśliwą gwiazdę. Gdyby nie zdrowie, które ciągle pozostawiało coś do życzenia, a objawiało się mizernym wyglądem, łatwością przeziębiania się i nabawiania kaszlu lub chrypki, mógłby sią nazwać zupełnie szczęśliwym. Nie znaczyło to jednak, żeby się czuł chory, a że tam czasami pokasływał (czym się niepokoiła pani Wodzińska zwłaszcza), do tego nie przywiązywał zbytniej wagi. Tyle tylko, że się musiał oszczędzać, uważać na siebie, ubierać się cieplej, czego by z pewnością nie robił nawet, gdyby nie pani Wodzińska, gdyby nie doktór Paris, który mu wciąż zalecał różne środki ostrożności, jak na przykład wełniane pończochy w zimie, wczesne udawanie się na spoczynek itp. Ale to były bagatele wobec tego, że kochał i miał głębokie przeświadczenie o wzajemności ze strony swej ukochanej, za której narzeczonego uchodził już w oczach wszystkich znajomych.
Ale choć mu nikt nie przeszkadzał w jego konkurach,
— 49 —