rodzinie zapanował po jego wyjeździe, przy czym nieomieszkała dać do poznania, że najbardziej zmartwiona była ona, skoro nie mogła śpiewać podczas lekcji śpiewu, co tak fatalnie wpłynęło na całą lekcję. Równie znaczące były szczegóły o pani Wodzińskiej, która Fryderyka nazywała swym "czwartym synem", bo zaprzeczyć się nie da, że skoro się ma trzech synów i córkę na wydaniu, to młodzieńca, którego się jest skorym do uważania za swego czwartego syna, trochę się uważa za swego przyszłego zięcia. To nie ulegało wątpliwości, zwłaszcza gdy się kogoś darzy taką sympatią, że się ma "łez pełne oczy" po jego wyjeździe. Już to w ogóle cały list był napisany w ten sposób, że podobny komentarz miał swoje uzasadnienie...
Bądź co bądź, nie było potrzeba aż "cudu", żeby Chopinowi przyszła ochota napisania do Wodzińskich: "Jak się macie? Zdrów jestem. Nie mam czasu więcej pisać". Można być pewnym nawet, że odpisując na obszerny, a tak miły list Marii, znalazł dość czasu, by się zdobyć na dłuższe pismo. W każdym razie na pytanie, czy skomponował co nowego, mógł odpowiedzieć twierdząco,
— 22 —