traktowano na serio jako przyszłego męża Marii, że wszystko, co mu pani Wodzińska powiedziała o "szarej godzinie" w Dreźnie, było podyktowane dobrocią i delikatnością, ale nie wynikało z przekonania, czego najlepszym dowodem był fakt, że od tego czasu Wodzińscy umyślnie nie wyjeżdżali za granicę, byle nie dopuścić do spotkania z nim, przekonany wreszcie, że nie tylko jego słabe zdrowie było powodem ociągania się ze strony rodziców Marii, bo z pewnością nie mieliby tych skrupułów, gdyby chodziło nie o niego, ale o jakiegoś młodego karmazyna, tak się zaciął w swym uczuciu urazy, że o mało co nie ożenił się z inną.
Tą inną była "wnuczka jednego ze słynnych artystów". Niestety pani Sand, która w swych pamiętnikach zapisała ten epizod, nie wymieniła nazwiska tej niedoszłej żony Chopina. W każdym razie "zajął się nią żywo" i całkiem na serio - może na złość Wodzińskim - myślał o ożenieniu się z nią, zwłaszcza że cieszył się wzajemnością panny. "Już myślał prosić o jej rękę - opowiada pani Sand - myśląc równocześnie o innej, dawniejszej miłości w Polsce, bo nie będąc związanym ani tu, ani tam słowem lub obietnicą, wahał
— 131 —