zmienił w stosunku do niego, niczym mu nie dając poznać, co w ciągu ostatniego roku zaszło pomiędzy nim a jego rodziną. O "szarej godzinie", jak nie powiedział nikomu z przyjaciół, tak o niej milczał i przed Antosiem. Co przyrzekł pani Wodzińskiej, tego dotrzymywał święcie.
W takich okolicznościach ni stąd, ni zowąd otrzymał w pierwszych dniach grudnia krótki list od pani Wodzińskiej (bez przypisku Marii), list wrzucony na pocztę w Toruniu dnia 26 listopada 1837. List ten, oprócz małego komisu, dowodził, że w Służewie (może pod wpływem listów Antoniego Wodzińskiego) znowu zaczęto się interesować zdrowiem Chopina, o którym słyszano z różnych stron, że w ostatnich czasach poprawiło się znacznie. Pragnąc mieć potwierdzenie tej pomyślnej wieści, pani Wodzińska, interpelując w kwestii tej Chopina samego, pisała doń z naciskiem, co następuje:
Mój dobry Frycku!
Już dawno nie zgłaszałam się do Ciebie, ale dlatego byłeś ciągłym przedmiotem troskliwości mojej. Jakże
— 125 —