innym niż o tym, co wykładał profesor. Szczególniej profesorowie łaciny, greckiego, matematyki i nauk przyrodniczych, których nie lubił, które go nudziły, wiele mu mogli byli zarzucić, choć i na lekcjach historii i literatury polskiej, których słuchał i uczył się z niezwykłym zajęciem, także nie zawsze sprawował się tak, jak by tego wymagała powaga przedmiotu. Tak na przykład kiedy profesor historii, wykładając dzieje narodowe, wspomniał imiona Łokietka, Laskonogiego, Długosza, Kadłubka itp., Fryderyk natychmiast miał sobie za obowiązek rysować ich w komicznej charakterystyce, przez co kolegów do głośnego śmiechu doprowadzał. "Pewnego razu - opowiada Karasowski - upatrzywszy stosowną chwilę, naszkicował w karykaturze samego rektora Lindego, a tak wybornie, że podobieństwo było uderzające. Nieszczęściem kajet przypadkiem dostał się do rąk rektora, ten jednak, pobłażliwy na podobne żarty młodzieniaszka, zwrócił mu zeszyt, podpisawszy pod rysunkiem: "Portret dobrze narysowany"."
Ale inteligentny i bardzo rozwinięty umysłowo Chopin miał w szkole nie tylko figlami zaprzątniętą głowę, a jeśli mu zarzucano, że za wiele na lekcjach myślał o
— 4 —