zyskiwała na doskonałości, zataczała coraz szersze kręgi, rozchodziła się po całym mieście. Gdy nadszedł rok 1818, nazwisko małego "Szopenka" było już znane w całej Warszawie, nie tylko w kołach zbliżonych do domu Mikołaja Chopina, wśród jego przyjaciół i znajomych, ale i wśród warstw towarzyskich, które nadawały ton w całym kraju, w sferach literackich i pomiędzy arystokracją. Ci, co jeszcze nie mieli sposobności usłyszeć małego wirtuoza, niezmiernie byli tego ciekawi, ci bowiem, co go słyszeli, opowiadali cuda o jego grze, niczym nie ustępującej grze najznakomitszych fortepianistów, o jego zdolności improwizowania na fortepianie. Co zaś w nim podziwiano najbardziej, to talent kompozytorski, pozwalający mu komponować rzeczy wcale nie gorsze od tych, jakie współcześnie wychodziły spod pióra różnych miejscowych muzyków. Tym sposobem rosło grono wielbicieli młodego artysty, do czego także w niemałym stopniu przyczyniały się stosunki z rodziną Skarbków - aż wreszcie doszło do tego, że jedną z jego kompozycji, mianowicie Poloneza, dedykowanego hrabiance Wiktorii Skarbkównie, uznano za właściwe "rozpowszechnić sztychem".
— 45 —