łatwiejsze utwory z repertuaru matki, a nawet zaczynał układać nowe melodie i wariacje, ale i w literackim zakresie posunął się tak daleko, że pisywał wierszyki, prawda, szwankujące pod względem formy, i to bardzo, lecz bądź co bądź zadziwiające jak na 5-letniego malca. Oczywiście, że te niepowszednie zdolności nie uszły baczności rodziców: ubolewano tylko nad niesłychanie wątłym zdrowiem genialnego dziecka, zdrowiem, które wciąż bardzo wiele pozostawiało do życzenia. Mimo to, cierpliwy i uśmiechnięty w dolegliwościach, gdy się czuł zdrów zupełnie, odznaczał się zawsze wybornym humorem, wrodzoną wesołością, figlarnością, dowcipem, sprytem, przytomnością umysłu, a nade wszystko inteligencją i dojrzałością zdumiewającymi w jego wieku. Równorzędnie z tymi przymiotami, tak szczodrze mu użyczonymi przez naturę, posiadał niewysłowiony wdzięk w całym zachowaniu się, jakąś poezję, która się malowała w jego każdym ruchu, w każdym spojrzeniu; był dzieckiem miłym nadzwyczaj, grzecznym, pełnym uszanowania dla starszych, z niezwykłym taktem i dystynkcją, dzieckiem, którego chwilami trzymały się najzabawniejsze figle, a które chwilami umiało być dziwnie poważne, nad wiek rozsądne i spokojne. Toteż wszyscy, co bywali u jego
— 28 —